Dwa dni temu pewna niewielka firma znana jako Google wypuściła nową usługę, która ma na celu zwiększenie dokładności wyszukiwania obrazków. Mowa o Image Labeler. Jest to ciekawy projekt, polegający na tym, że użytkownicy dobierani są w pary (przypadkowo) i mają 90 sekund na pewnego rodzaju grę.
W tym samym momencie na monitorach obydwu zawodników pokazuje się obrazek. Zadaniem użytkowników jest jak najszybsze podawanie słów kluczowych, według których można sklasyfikować dany obrazek. Jeśli obydwaj zawodnicy użyją tego samego określenia, to dostają po 100 punktów i kolejnym obrazku do opisania. I tak się bawią do końca czasu. Fajne, nie? No dobra, nie fajne, ale i tak pożera czas :)
Image Labeler to dobry sposób na znalezienie taniej siły roboczej. Dzięki temu mnóstwo obrazków zostanie bardzo dokładnie skategoryzowanych. Czy aby na pewno? Bawiłem się tym jakieś 2 godziny i już sobie wyrobiłem opinię. Przede wszystkim – jako zabijacz czasu to Image Labeler jest świetny, jako narzędzie kategoryzujące – jest beznadziejny.
Pomijając obrazki przedstawiające konkretne przedmioty, typu stół, czy układ słoneczny – na co odpowiedzi były dość jednoznaczne, Google serwował mnóstwo obrazków przedstawiających ludzi. Trochę nudne się robi wpisując po raz tysięczny słowo woman, meeting czy handshake. A niestety więcej po prostu nie da się odpowiedzieć widząc jakąś fotografię. Podobnie się miała sytuacja przy obrazkach przedstawiających np. urządzenia:

Dla przykładu, ja wiem, że chodzi o higrometr, ale czy każdy akurat w danej chwili dysponuje tym słówkiem? A przyznacie, że określenie device czy meter jest teraz trochę za mało dokładne – zwłaszcza wtedy, gdy ktoś w przyszłości będzie próbował wyszukać właśnie higrometr, a nie urządzenie ogólnie.
Trochę się rozpisałem, a chciałem tą notkę poświęcić innemu zagadnieniu – pracy zbiorowej w Internecie. Dlatego też, żeby nie przedłużać rzucę tylko jeszcze jednym linkiem, a Wy domyślcie się co chciałem o tym napisać ;)
del.icio.us
StumbleUpon
Wykop